czwartek, 9 grudnia 2010

Znalazłam idealny przepis

Udało się! W końcu znalazłam idealny (moim zdaniem) przepis na świąteczne pierniczki, które wychodzą nieziemskie - delikatne, początkowo kruche (nie twarde jak to zwykle bywa), cudnie pachnące. Mmm... od wczoraj w całym domu pachnie piernikami i zaczynamy powoli czuć klimat zbliżających się Świąt, które w tym roku będą wyjątkowe, bo obchodzone już we trójkę :-) Pierniczki czekają sobie teraz na lukrowanie, choć co jakiś czas tata i M podbierają je do kawusi. Muszę je chyba zbunkrować, bo w takim tempie nic nie zostanie, a część zamierzam jeszcze pięknie zapakować i obdarować przyjaciół.







Jak widać, jeśli chodzi o foremki, to Ikea rządzi! W łośku (reniferze) zakochałam się bez pamięci :-)

Poniżej przepis na pierniczki. Nie podaję źródła, gdyż pojawia się na kilku blogach i forach internetowych i tak naprawdę nie wiadomo kto pierwszy zapodał.
(Uwaga! dla własnych potrzeb skonstruowałam proporcje na dużą ilość ok. 200 szt i 3h wycinania :-)
- 1 kg i ok 1/2 szkl. mąki (warto mieć jeszcze trochę mąki do podsypywania)
- 60 dag miodu (dałam 1 słoiczek 30 dag sztucznego i resztę prawdziwego)
- 20 dag cukru pudru
- 25 dag masła
- 2 jajka
- 4 łyżki sody
- przyprawa do piernika (ilość wedle uznania, ja dałam 4 op. po 20 g)
- dodatkowo dodałam 1 łyżkę kakao i 1 łyżkę imbiru
Miód podgrzałam z masłem do rozpuszczenia. Wystudziłam i wymieszałam z pozostałymi składnikami. Później  wyrobiłam ciasto na gładkie i wałkowałam, wycimałam, wałkowałam, wycinałam, wałkowałam, wycinałam... Trzeba na to przeznaczyć całe popołudnie :-)
Pierniczki pieczemy krótko, ok. 8-10 min w piekarniku nagrzanym do 150 st.

Mam nadzieję, że przepis się komuś przyda.

sobota, 27 listopada 2010

Niegrzeczne monsterki

W szale pracy twórczej ze skrawków polarowych zrobiłam Pierworodnemu potworki. Zaczeło się od pierwszego Zębola zielonego i tak mnie wciągnęło, że w tempie ekspresowym zrobiłam jeszcze dwa: Zakręconego i Panienkę groszkową. Monsterki robi się szybko i przyjemnie, więc chyba wymodzę jeszcze takie dla bratanków. Będzie w sam raz na prezenty gwiazdkowe hand made.

Monsterki w komplecie

Szaleją po całym domu

Stasiek pozuje

Jak można mnie nie pokochać?

czwartek, 25 listopada 2010

Pierwsze koty za płoty

Rozpoczynając naukę szycia na maszynie postanowiłam zacząć od zawieszek. Przeglądając blogi, zazdrościłam Wam tych pięknych serduszek i ptaszków. Z tej zadrości zrodził się pomysł popełnienia własnych. Nie ukrywam, że nie było to łatwe (choć mogłoby się wydawać inaczej). Chylę czoła przed tymi, co tak pięknie i równo szyją. I mimo, że moje koślawe i trochę "niedorobione", to i tak jestem z nich dumna, bo sama zrobiłam. Wykombinowałam dwa wzory serduszek i nawet jednego ptaszeczka. Już nie mogę się doczekać kiedy zawisną na choince...




piątek, 19 listopada 2010

Pierwszy wytwór - komino-golf

Jednym z pierwszych wytworów rąk moich, które zamieszam blogu, jest komino-golf. Nazwałam go tak bo na miano komina w pełni nie zasługuje, a swoim wyglądem przypomina mi raczej golf, który nosiło się będąc dzieckiem. Mam nadzieję, że ten ocieplacz będzie mnie ogrzewał podczas nadchodzącej (podobno) zimy stulecia.
Robienie na drutach nie jest być może moją mocną stroną, aczkolwiek działa na mnie relaksująco. Zajęcie miałam na kilka wieczorów, gdyż dążąc do perfekcji prułam chyba za trzy razy. No i finalnie wyszło takie coś:



wtorek, 16 listopada 2010

"Własny kąt" coraz bliżej

Uff, prawie koniec formalności związanych z kupnem mieszkania. Mieliśmy niezłą przeprawę przez gąszcz urzędów, po drodze liczne kłody, ale już niebawem idziemy "na swoje". I tu jest pies pogrzebany. W pewnym banku istnieje kredyt hipoteczny, który nazwano "własny kąt". Spodobała mi się ta nazwa, a zwłaszcza przymiotnik "własny". Przecież ten kąt będzie własny za jakieś 30 lat, jak dobrze pójdzie. A ile się trzeba nachodzić, naprosić, udowadniać swoją zdolność i wreszcie ile trzeba zapłacić odsetek, żeby wkońcu po tych kilkudziesięciu latach mieć satysfakcję z własnego domu. Ale cóż taką mamy rzeczywistość...
No więc już niedługo się przeprowadzamy. Już w myślach planuję, maluję, rozstawiam meble i wirtualnie urządzam. Codziennie oglądam zdjęcia mojego nowego mieszkania i zastanawiam się co i jak odpicuję, żeby było pięknie. Postaram się wszelkie poczynania związane z dodatkami i urządzanem własnego M umieszczać na bieżąco na blogu.
A tymczasem zdjęcia mojego Tygrysa.



Zjęcia autorstwa MR

poniedziałek, 15 listopada 2010

No to, zaczynamy

Chcąc znaleźć odskocznię od codzienności postanowiłam założyć bloga. Nie żeby moje życie było nieciekawe bądź nie dające mi satysfakcji. Po prostu obserwując Wasze ciekawe i inspirujące blogi, a także chcąc podzielić się moimi przemyśleniami, rękodziełami i inspiracjami, postanowiłam dołączyć do grona szacownych bloggerek. Potraktujcie mnie łagodnie na początek i przymykajcie oczy na błędy, które początkowo moge popełniać - dopiero uczę się tych wszystkich opcji i narzędzi. "Wytwory" rąk moich również mogą być koślawe, wprawdzie jak mawiają praktyka czyni mistrza, ja dopiero oswajam się z maszyną, malowaniem, postarzaniem, itp.
Jeśli komuś spodoba się mój blog, zapraszam do czytania, oglądania, komentowania...
staniszka