poniedziałek, 14 lutego 2011

Nieporozumienie w aptece i pierwsza parapetówka

Przychodzimy ze Stachem do apteki. 
Ja - Poproszę największą strzykawkę jaką Pani ma?
Aptekarka nieco zdziwiona podaje mi ogromną strzykawę. - Coś jeszcze?
- Tak. A jaką ma Pani największą igłę? Farmaceutka spogląda przerażona na Stacha i pyta: - Przepraszam, a do czego to Pani?
- Do nasolenia mięsa - odpowiadam rozbawiona.
Nie wiem, ale ta kobieta myślała chyba, że zamierzam czynić jakieś praktyki lekarskie na Staśku. 

*************************************************************************

A tak zmieniając temat: jesteśmy właśnie po pierwszej parapetówce. "Pierwszej", bo czekają nas chyba ze trzy takie imprezy :-) Razem z M mamy duże rodziny, a do tego kupę znajomych więc parapetówy musimy robić partiami. No więc pierwsza udała się znakomicie, było dobre jedzonko, trochę % i rodzinna atmosfera. Dostaliśmy praktyczne prezenty przydatne w kuchni, a także takie oto piękne drzewko bonsai i ogromną serwetę, robioną przez Babcię M do drugiej w nocy poprzedniego dnia. (Kochana ta Babcia). Serweta musi cierpliwie poczekać na stół, którego mam nadzieję kiedyś się dorobimy.







A na koniec Staśko pozdrawia każdego kto tu czasem zaglądnie :-)

4 komentarze:

  1. Ja zawsze chętnie do Ciebie zaglądam :)
    Nie ma jak fajne imprezki na swoich własnych kątach, ja też bardzo lubię, choćby zaprosić znajomych na kawę i ciastko :)
    Bonsai bardzo ładne, też kiedyś miałam, ale wymagało dużo uwagi, mnie niestety trzymają się kwiaty te mniej wymagające typu ziamoculcas, drzewko szczęscia, czy kaktusy. Teraz poluję na ceropegię, widzianą na blogach, podobno łatwa w utrzymaniu :)
    A Staszek jest rewelacyjny. Pozdrawiam dumną mamę!

    OdpowiedzUsuń
  2. piękny ten bonsai. uwielbiam te kwiaty, mimo, że są bardzo kapryśne, ale mają w sobie coś magicznego!

    OdpowiedzUsuń
  3. a mi się podoba serweta! :) chciałam jeszcze podzielić się z Tobą nowiną: gotuję dla Wojtasa :) zaczęłam od ziemniaka z cukinią i koperkiem, ale po kilku dniach już na całego: seler naciowy, cukinia, marchew, pomidory z puszki, mielona cielęcinka i ziemniaczek - taka pierwsza potrawka - bardzo mu smakowało. I wbrew pozorom nie było to logistycznie trudne, robiłam wszystko w dwóch równoległych garnkach, dla nas to samo, tyle że z czosnkiem, cebulą i przyprawami. Aha i jeszcze oszukany krupnik, czyli włoszczyzna z kaszą i ziemniakiem, też się zajadał! także dziękuję, że swoim pytaniem uświadomiłaś mi, że czas zacząć szykować pyszności dla najmłodszego domownika :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ślicznie u Ciebie ;) Słodki maluszek i piękne drzewko ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń