czwartek, 1 września 2011

Bez pracy źle, w pracy - jeszcze gorzej

Wróciłam do pracy, normalnie masakra. Jestem zarobiona po uszy i cały dzień tęsknię za Staśkiem. Pamiętam, jak byłam jeszcze na wychowawczym, to płakałam M. że już chcę wrócić do ludzi, pracować, szykować się codziennie, malować paznokcie, rozmawiać na mądre tematy, rozwijać, itp. Miałam dosyć siedzenia w domu z odrostami na głowie i niepomalowanymi paznokciami w szortach, t-shirtach i japonkach na nogach. Teraz wkurza mnie codzienne układanie włosów, malowanie paznokci po nocach (bo przecież dłonie muszą jakoś wyglądać), prasowanie koszul do pracy i ciągły brak czasu. Najbardziej szkoda mi, że tak mało mam go dla Stasia :-( Strasznie, ale to strasznie za mi brakuje tych chwil, które spędzaliśmy do powrotu M. z pracy. Normalnie zazdrosna jestem o kontakty Synka z Nianią. (Jest nią siosra M, więc chociaż mam spokojną głowę, że jest w dobrych rękach). Nie wiem, normalnie burza różnych uczuć - ze skrajności w skrajność. My, Matki, to mamy normalnie przerąbane. Dziecko żal opuszczać, ale rozwijać też byśmy się chciały.
Inną sprawą jest zajmowanie się domem. Uwielbiam mieć porządek i wszystko pod kontrolą, a teraz to normalnie odpuszczam. Zamiast rzucać się w wir sprzątania, każdą chwilę po powrocie z pracy spędzam ze Stasiuńkiem. A jak pójdzie spać, to biorę się za gotowanie na następny dzień. A poźniej, jak mam chwilkę dla siebie, to normalnie usypiam na stojąco.
Ja Wy to wszystko godzicie Kochane? Są tu jakieś pracujące Mamusie? Chętnie poczytam jak Wam idzie.
A teraz koniec wywodów, idę spać, bo jutro kolejny dzień przed nami...
Buziaki!

14 komentarzy:

  1. Pracujące zawodowo, kochana, zawodowo! To cudowne, ze możesz pracować i masz dobrą opiekę dla Stasia! Gratuluję Ci, chociaż na razie na pewno jest ciężko... Ale Mamusia jest tylko jedna i najwspanialsza, nie zastąpi jej żadna niania, ciocia ani nikt inny. A lepiej spędzić aktywnie z Synkiem godzinę w ciągu dnia niż cały dzień przeciekający między palcami rozwieszać pranie, odkurzać i gotować - a dzieci biegają po domu... Na pewno się wszystko ułoży, ściskam kciuki i pozdrawiam ogromnie serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak to niestety jest. Mi też czasami jest ciężko zostawiać z kimś innym małą,ale wiem, że gdybym nie pracowała, to byłabym zrzędliwą i znerwicowaną mamą. Mnie (zazwyczaj)praca rozluźnia, daje mi dystans do tego, co w domu. Ale podobnie mam ciągłe wyrzuty sumienia, że za mało komuś lub czemuś poświęcam czasu. Recepty na to jeszcze nie znalazłam. Trzymaj się cieplutko i głowa do góry- będzie dobrze :-))
    Ps. Wpadnij na moje Candy :-)Serdecznie zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Kochana !
    Rozumiem Ciebie, tzn. staram się pomimo,że nie mam jeszcze dziecka..
    Ale ja to mam znów podobnie w związku z tym, że jednocześnie chcę rozwijać moja firmę i spełniać marzenia zawodowe a z drugiej strony bardzo chciałabym już mieć swojego dzidziusia ...ale wiem,że wtedy się wszystko zmieni i będę musiała wiele rzeczy na raz pogodzić - tak jak Ty teraz :)
    My to Kobiety już tak chyba mamy....
    Buziaczki,

    OdpowiedzUsuń
  4. Staniszko, mnie też to czeka. Już niedługo wracam do pracy.
    I szczerze Ci powiem, że już się boję, jak to będzie :) W domku jest mi tak dobrze i tak się przyzwyczaiłam do czasu z Paulinką, że nie wiem, jak Ją zostawię.
    Nie pracuję już ponad rok i jakoś przez ten czas nie zatęskniłam za pracą :)) Pełno osób przewija się non stop przez nasz dom, więc kontakt z ludźmi mam :)) Na odrosty sobie absolutnie nie pozwalam, więc mnie to nie męczy :)))

    Staniszko trzymaj się. Powodzenia. Niedługo będę w tej samej sytuacji, co Ty :))

    Buziaki

    Ada

    OdpowiedzUsuń
  5. Witamy w klanie ,,szurnietych mamusiek,,.Ja tak nazywam ten etap.Przechodzilam to samo.Jak siedzialam w domu-chcialam do ludzi,jak poszlam do ludzi to przegapilam caly czas na zegarek,kiedy pojde do domu i zobacze swoje dziecko.Po powrocie chcialam je zasciskac i zacalowac.Nawet jak spalo to musialam miec je w ramionach,bo wydawalo mi sie ze nadrabiam osobista chec bycia przy nim.
    I powiem tu szczerze i nie pociesze Cie,bo moj syn ma trzy latka skonczone i caly czas za nim tesknie jak jestem w pracy.Malo tego nie nawidze jak moja 14-letnia corka wyjezdza na wakacje,bo jej tez mi jest brak.Najchetniej trzymalabym to moje stadko pod skrzydelkami.I wiem,ze to jest troche chore,ale wole by moje dzieci zyly w swiadomosci ze moga na mnie liczyc w kazdej chwili.Zaznaczyc tu chce to,iz w ogole przez to nie sa rozpieszczone.Jestem rodzicem uczacym swoje dzieci,ze milosc idzie w parze z obowiazkami,przyjemnosciami ale rowniez dyscyplina.Takze uszy do gory Mamusiu.Musisz teraz dzielnie przejsc przez ten etap,taka uroda Nas-Nas Mam!!!
    pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam już starsze dzieci( 10 i 12 lat) ale tez zostawiałam je małe jak poszłam do pracy.Było ciężko,więc doskonale Cię rozumiem ale dałam radę,wszyscy daliśmy...
    Trzymaj się.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej to tak jakbyś pisała o mnie i mojej sytuacji sprzed roku. Pełna optymizmu i energii, oddałam Amelkę do przedszkola, poszłam do pracy i skapitulowałam, po kilku miesiącach szarpaniny, wyścigu z czasem, zmęczenia psychicznego, odpuściłam. Nie wiem może to kwestia doboru pracy albo ja się po prostu nie nadaję do robienia kariery zawodowej? Mogłabym realizować się w domu, w 4 kątach gdyby praca kury domowej była wynagradzana finansowo i dobrze postrzegana przez społeczeństwo a tak czuję, że się uwsteczniam wówczas gdy mój mąż i moje koleżanki realizują się zawodowo. Z kolei na sam fakt pójścia do pracy, zostawiania dziecka w przedszkolu na wiele godzin pod opieką obcych ludzi, a za chwilę w szkole i świetlicy bo zerówka za pasem, użerania się z innymi współpracownikami lub klientami, robi mi się niedobrze. I tak źle i tak niedobrze, czas pokaże co będzie dalej. Na razie ślamazarnie przeglądam ogłoszenia o pracę i ciesze się domem, drogę powrotu do przedszkola Ami ma otwartą a ja sama nie wiem co robić dalej? Eh, czasem wolałabym się urodzić facetem, bo tym chyba lżej, nie mają takich dylematów. Życzę powodzenia, myślę że serce ci podpowie, co robić dalej, bez względu na podjętą decyzję trzymam kciuki za odzyskanie spokoju ducha. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie dziewczyny to wszysko jest cholernie porąbane. Jest dokładnie tak, jak w tytule: bez pracy źle, a w pracy jeszcze gorzej.
    @Małgosiu, oczywiście, że chodziło mi o pracę ZAWODOWĄ, bo Mamusia zajmująca się domem i dziećmi pracuje i to pełną parą, wiem z autopsji :-)Staram się spędzać ze Staśkiem każdą mintę, ale to pranie, odkurzanie i gotowanie też musi ktoś zrobić :-(
    @Olga - ja też właśnie zaczęłam się robić zrzędliwa przez to siedzenie w domu i ogólnie lubię swoją pracę, ale narazie próbuję wszystko jakoś ogarnąc, więc mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej...
    @Paula - no właśnie my Kobitki, to mamy jednak przechlapane :-)
    @ Ada - jak wrócisz do pracy, to będziemy się nawzajem wpierać ;-)
    @Attane "Szurnięta Mamusiu" dzięki za wsparcie :-)
    @aagaa - napawasz optymizmem, dzięki
    @Miszka - no właśnie, ten finansowy aspekt też niestety ma znaczenie. Aczkolwiek, wbrew pozorom, lubię swoją pracę :-)

    Dzięki Kochane! Bez Was nie dałabym rady :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiele młodych Mam ma takie dylematy, czas jednak daje najlepsze rozwiązania!przeczekaj ten początkowy okres i powinno być lepiej!
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. wiesz to jest tak, nie zawsze w domu musi błyszczeć, nie zawsze do upadłego musimy zagłaskiwać, zaczytywać i zapieścić na smierć swoje dzieci z wyrzutami sumienia, że poszłyśmy do pracy a one biedne do przedszkola do obcych.Przeszłam to wszystko razy 3 :)) bo mam troje dzieci, z perspektywy czasu serdecznie żałuję, że poszłam do pracy, bo w niej się nie realizowałam tak jakbym tego chciała a poza tym z czasem przestała mnie interesować,a co za tym idzie i nudzić, wszystko już umiałam, nic nowego nie było do wzięcia, na awans raczej nikt nie miał co liczyć, ot nastała bezbrzeżna nuda, praca była mi potrzebna jedynie do tego, żeby wziąć kredyt na dom w banku i mieć na wakacje więcej pieniędzy.Po czym ja rzuciłam w diabły, i robię wreszcie to co mnie interesuje, za mniejsza kasę, nie regularną ale z dziką satysfakcją i radością mania więcej czasu wręcz po kokardkę na zajmowania się domem.
    Dzieci ma spore ;)) jakoś wyrosły dobrze i na porządne panny pomimo mojej nieobecności kiedy były małe, wszystko umieją zrobić w domu nadal się uczą i pracują, więc nie martw się, jakoś sama dojdziesz za jakiś czas do rozwiązań, które Ci będą odpowiadały, a dziecko jak nie zawsze będzie miało Cię "na karku" wyrośnie na bardziej samodzielne i dające sobie radę :))
    buźka! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. taki to już nasz kobiecy los...wieczne dylematy i docenianie tego co sie ma, gdy się to utraci. Ja do tej pory również marudzilam, ze monotonia itp. Ale pewnego dnia przytrafił nam się drobny wypadek i od tamtej pory obiecalam sobie, że juz nigdy nie powiem, że zle mi w domu z Kubusiem. Do pracy też bede musiala wrocic, ale nie chce na razie o tym myslec. Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytałam Twój wpis i czuję się jak bym czytała o sobie. Czasem ledwo żyję i padam na twarz. Kiedy siedziałam w domu marzyłam o pracy, teraz kiedy pracuję to tak naprawdę cały tydzień pędzę jak szalona. Zwalniam dopiero w piątkowe popołudnie:)Przedszkole - praca- przedszkole.Jestem szczęśliwa, radzę sobie i Ty też sobie poradzisz.

    OdpowiedzUsuń
  13. Cześć :) też dopisuję się do długiej listy pt. ,,rozumiem Ciebie,, choć jeszcze nie pracuję na pełen etat lecz dorywczo ale podobnie to i u mnie wygląda... jeszcze nie znalazłam złotego środka na ten cały galimatjas :)Adaś jest naszym pierwszym dzieckiem i to wszystko co się dzieje od jego urodzenia to dla mnie istny matrix pocieszam się jedynie, że z każdym dniem nabieram doświadczenia :)Wspieram Cię mentalnie :) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmmm, tak czytam, czytam i sama się mogłabym podpisać pod twoim postem. Mam/miałam takie same dylematy zostawiając każde z trójki moich dzieci z nianią lub wysyłając je do żłobka. Były i są dni, że najchętniej zostałabym kurą domową, bo też mam dość malowania paznokci po nocach:)"robienia" włosów, biegu z pracy i do pracy i posiedziałabym w domu z dzieckiem. Ale myślę, że najważniejsza jest w życiu równowaga-i życie zawodowe też jest potrzebne-taki Work-Life balance:) U mnie sprawdził się krótszy czas pracy, od 8 do 15.00, co pozwala mi jakoś sensownie dotrzeć do domu, odebrać 3 dzieci z 3 różnych miejsc i zrobić przy okazji jakieś zakupy. Życzę ci kochana wytrwałości, będzie dobrze:)

    OdpowiedzUsuń