wtorek, 22 lutego 2011

Pierwsze próby malowania

Druga parapetówka za nami. Tym razem zjechała się moja rodzinka. Oczywiście wszystko było super, jak zwykle zresztą na naszych imprezach rodzinnych :-) Goście obdarowali nas praktycznymi prezentami, z których będę korzystała zwłaszcza w kuchni. Dostałam między innym taką piękną tacę, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia:




Myślę, że w przyszłości przemaluję ją na biało. Narazie kuchnia nasza jest w kremowo-zielonym kolorze, gdyż taką zastaliśmy kupując mieszkanie. "Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma". Marzy mi się biała, w stylu rustykalnym z dębowym blatem, ale myślę, że na spełnienie marzeń będę musiała jeszcze trochę poczekać... Narazie planuję, snuję wizje i podglądam Wasze piękne kuchnie przedstawiane na blogach. 

A teraz przejdę do tematu posta. Poczyniłam pierwsze próby w malowaniu. Na pierwszy rzut poszły stare, malutkie rameczki. Zaaranżowałam je w korytarzowej galerii. Wybrałam taką kolorystykę, bo na jednej ze ścian mamy tapetę w kremowo-stalowe pasy. Nie wiem czy pasuje takie połączenie postarzanych ramek z aluminiowymi, ale narazie podoba mi się tak jak jest. 




Na końcu stare klucze, które wydębiłam od Babci M. Pociapałam je kremową farbą i wyszło takie coś. Wydaje mi się, że nie jest źle, ciekawie dopełniają całość. Bardzo chętnie przeczytam, co myślą o tym inni, bo rodzinka orzekła, że pięknie, ale oni nie są subiektywni. 
Na koniec dodam, że spodobało mi się to "mazianie" i napewno niebawem za coś się jeszcze wezmę :-)

poniedziałek, 14 lutego 2011

Nieporozumienie w aptece i pierwsza parapetówka

Przychodzimy ze Stachem do apteki. 
Ja - Poproszę największą strzykawkę jaką Pani ma?
Aptekarka nieco zdziwiona podaje mi ogromną strzykawę. - Coś jeszcze?
- Tak. A jaką ma Pani największą igłę? Farmaceutka spogląda przerażona na Stacha i pyta: - Przepraszam, a do czego to Pani?
- Do nasolenia mięsa - odpowiadam rozbawiona.
Nie wiem, ale ta kobieta myślała chyba, że zamierzam czynić jakieś praktyki lekarskie na Staśku. 

*************************************************************************

A tak zmieniając temat: jesteśmy właśnie po pierwszej parapetówce. "Pierwszej", bo czekają nas chyba ze trzy takie imprezy :-) Razem z M mamy duże rodziny, a do tego kupę znajomych więc parapetówy musimy robić partiami. No więc pierwsza udała się znakomicie, było dobre jedzonko, trochę % i rodzinna atmosfera. Dostaliśmy praktyczne prezenty przydatne w kuchni, a także takie oto piękne drzewko bonsai i ogromną serwetę, robioną przez Babcię M do drugiej w nocy poprzedniego dnia. (Kochana ta Babcia). Serweta musi cierpliwie poczekać na stół, którego mam nadzieję kiedyś się dorobimy.







A na koniec Staśko pozdrawia każdego kto tu czasem zaglądnie :-)

środa, 9 lutego 2011

Ćwierkają wróbelki...

Ćwierkają od samego rana, że do wiosny jeszcze daleko :-( Też tak macie, że nie możecie doczekać się tych pierwszych ciepłych dni? U nas wietrznie, mało głowy nie urwie i na spacerek ze Stachem ni jak nie mogę wyjść, a od tego siedzienia w chałupie na pupie dostajemy świra. Każy na swój sposób oczywiście. Staśko marudzi i zachowuje się jakby miał muchy w nosie, a ja... mnie powoli zaczyna dopadać deprecha powodowana przebywaniem 24h w domu z dzieckiem. Ale to nic, nie ma co narzekać, trzeba jakoś przetrwać ten chwilowy kryzys, a później może być już tylko lepiej. W tak zwanym międzyczasie, w trakcie drzemki młodego, a po zrobieniu wszelakich niezbędnych czynności w domu wymodziłam ptaszki, które zawisły w sypialni przy Staśkowym łóżeczku. A  że szare, to może wróbelki... Tak mi się jakoś skojarzyły.





W ubiegłym tygodniu dotarły meble i w końcu nie jest już tak pusto w dużym pokoju. Narazie wygląda to tak:



Jeszcze trochę pracy przede mną, ale już zaczyna być pięknie...

Na koniec krokusy, które dają nadzieję na to, że wiosna jednak niebawem przybędzie:

Pozdrawiam!
staniszka