wtorek, 31 maja 2011

Staśko starszy o rok

Uff, zdążyłam dodać ten post jeszcze w maju. Ostatnio ciągle narzekam na brak czasu, a od przyszłego tygodnia powoli wracam do pracy, więc zapowiada się, że z tym wolnym czasem będzie jeszcze gorzej. Ale kiedyś słyszam, że im więcej człowiek ma obowiązków i zajęć na głowie, tym jest bardziej zorganizowany. Więc jest jakaś nadzieja. 
A wracając do tematu. Staśkowa impreza za nami. Pobiliśmy rekord - w naszym "salonie" (ok 17 m2) pomieściliśmy 25 osób!!! Dwudziestu dorosłych i pięcioro rozbieganych dzieciaków :-) To sami najbliżsi (nasi rodzice i rodzeństwo), a zabrakło jeszcze mojej drugiej siostry. Atmosfera była rewelacyjna: rodzinnie, wesoło i baaardzo głośno.
Tort był pierwszym tak poważnym wypiekiem w moim życiu. Początkowe koncepcje były różne, ale stanęło na prostym, klasycznym torcie z lekkim owocowym kremem. Nie wyglądał może za rewelacyjnie, ale smakował całkiem przyzwoicie i zebrał pochwały :-) 




 

Staśko jest już z nami ponad rok, a wydaje mi się jakby był od zawsze. Już nie wyobrażam sobie życia bez Niego. Tyle przemyśleń na koniec :-)
Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie komentarze.

środa, 18 maja 2011

...bo jej się należy

Zbierałam się długo do tego napisu. Projekt już dawno miałam opracowany, ale jakoś czasu nie było. Aż wczoraj, jak Staśko zasnął, zabrałam się za malowanie. Nie powiem, żeby była to łatwa praca, ale było warto. Nie wyszło nawet tak źle. A teraz już nawet myślę, co by tu jeszcze zmalować :-)



  

Sposób, jakim malowałam, nie był zbyt skomplikowany i prostszy od robienia szablonu, gdzie wycina się każdą literę. Poszczególne wyrazy odrysowałam na papierze pergaminowym (takim do pieczenia). Później kontury liter pogrubiłam ołówkiem z obydwu stron. Dzięki temu, po przyłożeniu do ściany i mocnym odrysowaniu, miałam gotowy kontur ołówkowy. Dalej było precyzyjne malowanie konturów farbą za pomocą patyczka do szaszłyków. Wnętrze liter malowałam patyczkami do uszu maczanymi w farbie. I ot, cała filozofia :-) Niby nieskomplikowane, ale trochę czasu mi zajęło.


piątek, 13 maja 2011

Spełnione drobne marzenia

Uwielbiam, jak to o czym marzę w skrytości, zaczyna się spełniać. Zresztą, kto tego nie lubi? Ostatnimi czasy straaaasznie spodobały mi się drewniane litery, zwłaszcza te u Dagi z HOUSE of IDEAS. Niestety nie mogłam trafić, na takie literki, a jak już znalazłam jakieś to cena mnie powalała. I tak ostatnio przy majowym spotkaniu rodzinnym zgadałam się ze szwagrem, czy by mi czegoś takiego wyrzynarką nie wyciął. No i mam. Cztery litery, nasze inicjały :-) Nie są one może idealne (szwagier pierwszy raz robił cuś takiego), ale dla mnie są najpiękniejsze na świecie (bo własne!). Wymagają jeszcze dopieszczenia, wygładzenia papierem ściernym i pomalowania, ale ja już nie mogłam się doczekać, żeby je zaprezentować:-) Mam zamiar popróbować na nich różnych metod malowania i ciekawa jestem jak to wyjdzie. Niebawem postaram się pokazać.


 


Na takie pojemniki polowałam już od jakiegoś czasu. A dziś w pewnym super-hiper markecie znalazłam w baaardzo okazyjnej cenie :-) No i mam swoje Sweet Home



A na koniec jeszcze fioletowy i obłędnie pachnący bez, który uwielbiam oraz białe pelargonie, które upolowała dla mnie mama.
Wkrótce postaram się też wrzucić zdjęcia z postępów urządzania balkonu. Narazie czekam na zamówioną ławkę, która właśnie się "robi".




Pozdrawiam i lecę robić tort dla Stacha, bo jutro jego urodzinki i szykujemy imprezkę.