poniedziałek, 27 czerwca 2011

Powrót do pracy i takie tam...

Wróciłam do pracy na chwilę i wiem już, że nie będzie lekko. Pracuję w szkole językowej i w związku z pewnymi okolicznościami wróciłam, aby pomóc w zakończeniu roku szkolnego. Teraz znów mam wakacje i cieszę się, że jeszcze trochę czasu spędzę ze Staśkiem. Te dwa tygodnie uświadomiły mi, że chodzenie do pracy, prowadzenie domu i wychowywanie dziecka to naprawdę ciężka praca. Szacunek dla wszystkich pracujących matek. Nie jest lekko, bo po pierwsze zostawiasz w domu malucha na tyle godzin (za pierwszym razem cudem powstrzymałam się od płaczu), a po drugie pracujesz na dwa etaty (ogarnięcie domu, obiad i te sprawy). Ale kto ma sobie dać radę, jak nie my kobiety? Oczywiście przy dobrej logistyce jest to wszystko do ogarnięcia, ale - jak już pisałam - lekko nie jest. 
Pracując baaardzo ciężko jest wygospodarować odrobinę czasu na swoje małe przyjemności typu szycie, malowanie i upiększanie domu. Nie miałam więc czasu na zrobienie czegokolwiek. Kupiłam sobie za to  urocze kremowo - różowe goździki, które pięknie dekorowały komodę i wzięły udział w mojej małej sesji zdjęciowej:




Ostatnio przytargałam z domu rodzinnego starocie, które zamierzam wyeksponować w mieszkaniu. Narazie oczyściłam młynek po babci. Stanął na kuchennym parapecie. Tylko zastanawiam się czy zostawić tak jak jest, czy przemalować na biało z przetartymi kantami?


Zebrałam też lawendę u mamy w ogrodzie. Suszę i już planuję, jakie woreczki na nią uszyję. Muszę korzystać z ostatnich dwóch miesięcy urlopu...


Dziękuję za wszystkie komentarze z poprzedniego posta.
Pozdrawiam gorąco, zwłaszcza wszystkie pracujące i prowadzące dom kobitki :-)

środa, 8 czerwca 2011

Chabry i kolejne marzenie spełnione

Chabry zawsze kojarzyły mi się z wakacjami, zbliżającym się latem i żniwami. Wychowałam się na wsi i widok tych intensywnie niebieskich kwiatów wyłaniających się z łanów zboża towarzyszył mi w drodze do szkoły. Pamiętam, że czesto właśnie chabry i inne polne kwiaty zbieraliśmy dla mamy wracając po lekcjach. Nie wiem czy blondynkom pasuje ten odcień, ale bardzo podobają mi się ubrania w intensywnie błękitnym kolorze.





Nawiązując do drugiej części tytułu, przedstawiam Wam paterę, o której ostatnio śniłam po nocach. Dzięki Pauli moje marzenie bardzo szybko zostało zrealizowane. Zachęcam do odwiedzenia jej Atelier, bo można tam znaleźć prawdziwe perełki. 



A na koniec wianuszek z bibułowych kwiatów, który zrobiła dla mnie Pani z osiedlowej kwiaciarni. Zawisł w miejscu poprzedniego bukszpanowego i myślę, że całkiem nieźle się tu prezentuje.


Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i pędzę szykować truskaweczki z jogurtem dla moich chłopaków :-)