niedziela, 27 listopada 2011

Odliczanie rozpoczęte

Zaczął się Adwent. Każdy rozumie i przeżywa na swój sposób. Pamiętam, jak byliśmy mali, był to czas szczególny i naprawdę czuło się okres oczekiwania. W domu nie oglądaliśmy telewizji, nie słuchaliśmy głośno muzyki, nie jedliśmy słodyczy. Bez tych wszystkich "umilaczy" czekaliśmy na Wielkie Wydarzenie, które przychodziło wraz z Wieczerzą Wigilijną. I to był szczególny czas. Dzięki atmosferze oczekiwania, Boże Narodzenie przeżywaliśmy w pełni. Teraz wszystko się zmieniło. Po pierwsze dorosłam i nie odczuwam już takiej ekscytacji jak kiedyś. A po drugie, Święta to jedna wielka komercja, prezenty, gadżety. Teraz dzieciaki zamiast na Wigilię czy Pasterkę, czekają na prezenty, nie mogąc dotrwać do końca kolacji. Sztraszna ta rzeczywistość, ale niestety prawdziwa.
Mam nadzieję, że tegoroczny adwent, zmobilizuje mnie do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia się nad istotą Świąt. Mam mobilizację, muszę tradycje rodzinne przekazać kiedyś Stasiowi...
Tymczasem pierwsza świeca już płonie...



PS. Dzięki Dziewczyny za komentarze i rady pod porzednim postem. Blat wybrany, który okaże się juz niebawem :-) Mam nadzieję...

poniedziałek, 21 listopada 2011

Zapachniało Świętami...

No właśnie. Wczoraj wzięłam się za pieczenie ciasteczek i tak jakoś Świątecznie mi zapachniało. Na opakowaniu margaryny znalazłam super łatwy przepis na kruche ciasteczka. Robiłam już kilka podejść do różnych proporcji, ale jakoś nigdy nie mogłam uzyskać pożądanego smaku. Do wczoraj. To był zupełny spontan, miałam praktycznie wszystkie składniki, chłopaki posnęli. Włączyłam więc sobie radiową Trójkę, zapaliłam świeczki w kuchni i tak mi się jakoś świąteczny klimat udzielił... Już nie mogę się doczekać pierwszych Świąt w nowym domu, zapachu pierniczków, dekoracji, dźwięku kolęd, którymi nastrajam się jakiś tydzień przed Świętami... Narazie cierpliwie czekam, bo nie chcę, żeby niecierpliwość przerodziła się w przesyt. I tak już zaczynają: reklamy świąteczne, dekoracje w sklepach, itd tylko czekać jak zaczną puszczać Last Christmas w radiu. Lubię tę piosenkę, ale jak grają ją do znudzenia od listopada, to przed samymi Świętami mam dość...  Kiedyś na kazaniu rekolekcyjnym, ksiądz mądrze powiedział, skupmy się na oczekiwaniu, bo inaczej nie odczujemy wyjatkowości i prawdziwości Świąt Bożego Narodzenia. To tyle na temat moich rozważań. Poniżej przepis na pyszne kruche ciasteczka, które na drugi dzień smakują jeszcze lepiej.




Lampion-domek kupiłam na wyprzedaży za 19,90. Nie zachwycił mnie jego kolor, wieć przemalowałam i myślę, że teraz jest lepiej. Poprzednio wyglądał tak:


Na koniec chciałam Was prosić o radę, co sądzicie o tych blatach? Fronty będziemy mieli jasno-kremowe, proste, matowe. Który blat wybrać? Marzyłam o blacie z litego drewna, ale cena mnie otrzeźwiła, w związku z tym będzie laminat, ale lepszej jakości. Nie ukrywam, że mam typ, ale chciałbym poznać Wasze zdanie.



P.S. Dzięki, za porady z poprzedniego posta, dotyczące maszyny do szycia.

niedziela, 13 listopada 2011

Co ostatnio popełniłam

Powoli wracam do tworzenia. Uszyłam chorągiewki do pokoju Stasia. Wprawdzie Stacho dzieli się jeszcze z nami sypialnią, ale w przeznaczeniu to jego pokój. No więc, w wielkich bólach, po nocach uszyłam taką oto girlandę, która idealnie pasuje do literek nad łóżeczkiem.






Już od dawna podobały mi się takie chorągiewki, widziane na Waszych blogach, a teraz w końcu mamy swoje :-) Dumna z nich jestem, bo "dziergałam" ręcznie. Niestety wciąż nie mogę dorobić się maszyny do szycia, bo zawsze są jakieś inne wydatki. No ale teraz M. obiecuje, że jak zrobimy kuchnię i wymienimy prysznic, to w następnej kolejności jest maszyna... A ja bym chciała już! Normalnie jak będziemy tak odwlekać, to wezmę na jakieś śmieszne raty i przed Świętami opanuję obsługę. Może mogłybyście jakiś sprzęcior polecić? Bo ja, to laikiem jestem, jeśli chodzi o maszyny do szycia. Będę wdzięczna za wszystkie rady, bo bardzo liczę się z Waszym zdaniem :-)
Podrawiam wciąż jeszcze weekendowo! Bajo!

wtorek, 8 listopada 2011

Kuchenne rewolucje

Decyzja zapadła - robimy kuchnię. Chęci  i fundusze są, niestety z wykonaniem już gorzej. Okazuje się, że nie tak łatwo znaleźć kogoś, kto będzie w stanie zrobić solidną i korzystną cenowo kuchnię. Przynajmniej w naszym mieście. Najlepiej byłoby mieć IKEA pod nosem. Wtedy zrobiłabym białą kuchnię z drewnianym blatem, bo taka najbardziej mi się podoba. Niestety musiałabym czekać do 2014 (wtedy jest planowane otwarcie IKEI w Lublinie). 
A tak przeżyłam firmę, która odwołała trzy spotkania wymiarowania naszej kuchni i jednego Pana, który twierdził, że witryny ze szprosami są nieosiągalne, a moja kuchnia jest bardzo niewymiarowa (choć firma nazywała się "wszystko z drewna").
Na szczęście trafiłam na kogoś konkretnego (tak mi się wydaję, bo moją koncepcję załapał w mig), kto postara się stworzyć coś w podobie ikeowskiej kuchni STAT. Wiem, wiem - oklepana, ale coż poradzę, że mi się podoba. Marzy mi się właśnie biała/delikatnie kremowa prosta kuchnia z drewnianym blatem. A narazie mam takie coś:



Taką kuchnię zastaliśmy po porzednich właścicielach, przemieszkaliśmy rok i w końcu możemy zrobić po swojemu (przynajmniej częściowo, bo płytki niestety muszą zostać). Kuchnia tylko pozornie wygląda na niezniszczoną, tak naprawdę mamy rozpulchniony i poplamiony blat, laminat odklejony od frontów i sprzęt AGD kwalifikujący się do wymiany. 
Już obmyślam i planuję dodatki. Chyba "pójdę" troszkę w stronę czerwieni. Aczkolwiek biel daje nieograniczone możliwości, więc będe mogła szaleć do woli :-)
A tu już pierwsze, drobne nabytki do nowej kuchni:




Na ostatnim zdjęciu dzbanuszek "wydębiony" od babci M. Robiłam podchody już jakiś czas temu i w końcu się udało :-) Muszę tylko kupić Babci dzbanek zastępczy, bo ten był do końca w użytku.

Jutro przyjeżdża Pan z projektem kuchni. Już nie mogę się doczekać...
Oczywiście będę dzieliła się z Wami postępami.

Pozdrawiam i uciekam spać.