niedziela, 26 lutego 2012

Idziemy w pastele

Zaczynam wprowadzać trochę więcej koloru. Może uda się przywołać wiosnę? Widzę, że u większości z Was będą królowały pastele. Chyba coś w tym jest, że potrzebujemy trochę kolorku na tą końcówkę szraro-burej zimy.
Przy każdej wyprawie zakupowej usilnie poszukuję czegoś w cudownie pastelowym kolorze - bezskutecznie :-( Nie wiem, co szkodzi producentom użyć miętowej, turkusowej lub bladozielonej farby do produkcji kuchennych przydasi? Za to serwują nam ciemne, pstrokate lub mega-nowoczesno-metaliczne naczynia i przybory kuchenne. Jednak na wczorajszych zakupach w super-hiper udało mi się znaleźć cudownie błękitny emaliowy garnuszek Olkusz i w dodatku był na wagę :-) W transporcie odprysła emalia, ale myślę, że dzięku temu wygląda bardziej vintage. Narazie wykorzystuję go na przybory podręczne, ale myślę, że jeszcze jakieś zastosowania znajdę...



Bladobłękitny garnuszek oficjalnie ogłasza zmianę dekoracji kuchennych. Pochowałam głębiej czerwone dodatki, a na pierwszy plan wychodzą PASTELE. Mam nadzieję, że uda mi się sukcesywnie powiększać kolekcję pastelowych dodatków.





Na koniec częstuję murzynkiem, o którym przypomniała nam ostatnio Ada z bloga DROBIAZGI DOMOWE. Tam też znajdziecie przepis.





Pozdrawiam Kochani i życzę miłej niedzieli! Byle do wiosny :-)

sobota, 18 lutego 2012

Doczekałam się

Mój Amarylis rozkwitł :-) Rósł jak opętany do nieba i w końcu wypuścił piękne kwiaty. Stoi teraz w całej okazałości na parapecie kuchennym i zapowiada zbliżającą sie wiosnę.






To już ostatnie zdjęcia robione ośmioletnim "staruszkiem" (w dzisiejszych czasach to wieki, jeśli chodzi o sprzęt).  Mam teraz nowe cudo, tylko muszę ogarnąć różne funkcje.
Ps. Byłam dziś z M. na "Sponsoringu". Film taki sobie, ale scenografia... Mieszkanie głównej bohaterki - cudowne, francuska kamienica urządzona ze smakiem. Nie mogłam się napatrzeć. Polecam głównie dla takich wrażeń.
Pozdrawiam weekendowo i uciekam spać.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Po-urlopowo

Strzeliłam sobie malowanko w urlop. A co tam. Przymieżałam się do zmian w przedpokoju już od jakiegoś czasu. Półeczki zakupione w IKEI czekały cierpliwie w szafie. No i w końcu, mając dosyć leżakowania urlopowego, pomalowałam ścianę. Malowałam kolorem mieszany przeze mnie z połączenia białej farby z brązowym pigmentem (pozostałości po przeprowadzce). Miała byż kawa z mlekiem, a wyszło kakao :-) Ale i tak efekt mi się podoba. Teraz będę mogła zmieniać kompozycje do woli. Na początek subtelna w kolorach ecri z przesłaniem, które czytam codziennie...




Tabliczka, na którą miałam chrapkę od dawna trafiła się na allegro za niewielkie pieniądze.



A tak chłopaki spędzili większość urlopu w te mrozy:



I na koniec moje roślinki budzące się do życia:



No i zakończył się nasz urlop w niedzielę, a od dziś pracujemy ostro :-(
Pozdrawiam!